http://www.brzanadolice.ecom.net.pl/

Historia koła

 

 

Wędkuj z nami
PZW BRZANA DOLICE

Create your own banner at mybannermaker.com!

 

 

 

 

 

30 LAT KOŁA "BRZANA" DOLICE

Koło Polskiego Związku Wędkarskiego Nr 11 „Brzana" Dolice powstało 12.02.1982 r.
Założycielami koła przy pomocy Z O Szczecin byli Leonard Tokarek i Stanisław Tokarek.
Koło Brzana w tym czasie zrzeszało 362 członków i prężnie działało.
W pierwszym składzie Zarządu Koła Brzana byli :

Prezes Brunon Tylicki
V-ce Leonard Tokarek
V-ce do spraw sportu i młodzieży Felicjan Trela
Skarbnik Stanisław Tokarek
Gospodarz łowiska Kazimierz Stołoski
członek zarządu Stanisław Bieniek
członek zarządu Mieczysław Bugaj
sekretarz Ryszard Petechnik


Komisja rewizyjna
Przewdoniczący Tomasz Borkowski
v-ce Stanisław Szczepański
członek Henryk Witkowski

 

 

 

HISTORIA RYBOŁÓWSTWA NA TERENIE OBECNEJ GMINY DOLICE

 


Po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia ok. 10 tys. lat temu i ociepleniu się klimatu, teren Pomorza Zachodniego pokryły lasy. W lasach tych już ok. 8 tys. lat temu (tj. w epoce kamienia) pojawili się pierwsi traperzy i zbieracze, którzy prowadzili koczowniczy tryb życia i żywili się tym, co oferowały lasy oraz zbiorniki wodne bogate w ryby. Rybołówstwo towarzyszyło wiec człowiekowi od zarania dziejów, wzbogacając dietę o cenne białko. Niejednokrotnie pozwalało przetrwać chłodne zimy i głodne przednówki. To m. in. dlatego pierwotne osady ludzkie lokalizowane były najczęściej w pobliżu naturalnych zbiorników wodnych, których tutaj nie brakowało.

W latach 80. ubiegłego wieku będąc na stanowisku archeologicznym kultury pucharów lejkowatych  (okres Neolitu sprzed ok. 5 tys. lat) w Przywodziu nad j. Płoń, oglądałem kamień, pod którym znajdowały się resztki rybich łusek. Była to prymitywna spiżarnia wykopana w ziemi, która służyła do przechowywania  produktów żywnościowych, a kamień zabezpieczał ryby przed zjedzeniem przez dzikie zwierzęta i obniżał temperaturę.

Najstarsze ślady związane z rybami i ich połowem zawarte są w dawnych nazwach fizjograficznych. Dla przykładu słowiańska nazwa wsi Strzebielewo „Streblow” pochodzi od nazwy małej białej rybki Strebla, występującej niegdyś w pobliskiej rzece Mała Ina. Jedna z zaginionych w XIII w. miejscowość nosiła nazwę Nierybno „Niribena”. Znajdowała się gdzieś na terenie Długiej Góry (wysokość ok. 70 m n.p.m.), położonej pomiędzy obecnymi wsiami Dolice i Bralęcin. Brak jest tam większych naturalnych zbiorników wodnych z rybami. Stąd też nazwa osady Nierybno. Jezioro Gardzkie przed wojną nosiło nazwę BleinSee. Nazwa ta pochodzi od leszcza – Blei lub Bleiche. Obecna nazwa miejscowości Przewłoki nawiązuje do włoki – rodzaju dawnej sieci służącej do połowu ryb.

Pierwsze informacje pisane o rybołówstwie na tym terenie pochodzą ze średniowiecza. W dokumentach kupna-sprzedaży ziemi zapisane było m.in. prawo do połowu ryb. W licznych potwierdzeniach własności dóbr nadawanych cystersom kołbackim od XII w., również zaznaczane było prawo wolnego połowu ryb przez mnichów, jak i przez miejscowe społeczeństwo. Kilka informacji na temat gospodarki rybnej przekazał nam dolicki pastor Herman Radke, urzędujący tu w latach 1904-30, w spisanej przez siebie Kronice parafialnej. Pisał w niej m.in., że wieś Dolice przez którą toczy wody Mała Ina, okalało kilka jezior: Głębokie, Małe i Duże J. Szczucze (obecnie wysychające, położone w lesie przy drodze Dolice-Bralęcin), Rudnica (położone w lesie na zachód od wsi). Zaś na wchód od miejscowości Dolice rozciągał się kompleks bagien o nazwie Blanche, który w okresie od 1 listopada do 1 maja zalewano spiętrzonymi wodami Małej Iny w celu uzyskania napędu dla młyna wodnego. (Bagna  te w latach 1911 - 14 zostały częściowo osuszone i zagospodarowane przez Spółkę Ihna, założoną przez pastora).

W starej metryce kościelnej z XVI w. przytaczanej przez pastora Radke była mowa o tym, że na wszystkich ww. zbiornikach wodnych obowiązywał wolny połów ryb: więcierzem, siecią, siecią zastawną, a także z łodzi. Początkowo prawo to obowiązywało także w domenie państwowej, którą utworzono w 1534 r., po wprowadzeniu Reformacji.

W latach 70. XIX w. teren j. Gardzkiego (BleinSee)o powierzchni 816 ha, należący wówczas do domeny państwowej w Dolicach, został sprzedany właścicielowi dóbr ziemskich w Ziemomyślu B. von Boningowi. W tym przypadku prawa parafii dotyczące wolnego połowu ryb w tym akwenie wygasły.  W 1905 r. Królewski Zarząd Lasów w Szczecinie rozpoczął negocjacje z parafią, mające na celu odebranie (odkupienia) prawa wolnego połowu ryb na wszystkich wodach należących do parafii. W tym czasie nie osiągnięto porozumienia. Pierwszą ugodę podpisano dopiero w 1920 r. po ustaleniu zapłaty w wysokości 5000 marek. W 1923 r. po nasileniu się inflacji wznowiono pertraktacje. Jednak nie doszło do oderwania gospodarstwa rybackiego na j. Gardzkim, prawnie należącym kiedyś do parafii Dolice.

O tworzeniu sztucznych stawów rybnych mamy informację z Bralęcina, gdzie na początku XIX w. wzdłuż parku i ulicy wiejskiej, utworzono cztery stawy rybne. W tym czasie także i w innych miejscowościach przy tworzeniu parków dworskich zakładano warzywniki, ogrody ozdobne, a także i stawy rybne.

Oprócz miejscowych ryb słodkowodnych, mieszkańcy chętnie nabywali ryby morskie, a szczególnie solone śledzie. Wiemy, że w XIX w. docierały tu drogą towarową nazywaną rybną. Biegła ona z Wolina przez Stargard, Krępcewo, Rzeplino i Piasecznik do Nowej Marchii, a następnie do Wielkopolski i na Śląsk.

W sławnej Kronice Domowej spisanej w XVII w. przez Joachima v. Wedel z Morzycy, a także w Sagach Marchii Brandenburskiej, przytaczana jest ciekawa opowieść:

W roku 1579 Stargardzianie popadli w zatarg z Wedlami z Krępcewa z powodu naruszenia udzielonego im przez księcia Barnima prawa rybackiego na Inie aż do źródeł przy nowomarchijskiej granicy. Tego prawa odmawiali Stargardzianom Wedlowie w stosunku do swoich ziem i przygotowali skargę do sądu dworskiego w Szczecinie. Ale mieszkańcy Stargardu przedstawili swoje przywileje i prawa przed sądem książęcym, a nawet złożyli skargę w sądzie Rzeszy.

Tymczasem Stargardzianie spokojnie łowili ryby jak dawniej. Ale kiedy 30 lipca 1579 r. kilku Stargardzian ponownie łowiło ryby obok granicy wsi Rzeplino, Wedlowie, którzy w roku 1500 opuścili swój zamek rodowy nad Iną i przenieśli się do swoich majątków, napadli na nich, zabrali im łodzie i przybory rybackie oraz kilka węgorzy i przekazali  sądowi sołtysiemu w Rzeplinie.

Kiedy obrabowani poskarżyli się współmieszkańcom Stargardu, wszystkich opanował wielki gniew i zaczęli zwoływać się do wypadu przeciwko majątkom Wedlów. Aby jednak ich zamiaru nie został odkryty przez wieśniaków przybyłych do miasta po piwo na żniwa i nie wzbudził podejrzeń o przygotowania zbrojne, rozpowszechniono pogłoskę, że zdarzył się okrutny mord, którym wszyscy są wzburzeni.

Na trzeci dzień po owym incydencie, w niedzielę, Stargardzianie bez uprzedniego wypowiedzenia konfliktu, wyruszyli w sile 800 ludzi, częściowo wyposażonych w muszkiety. Wielu jechało konno. Na wozach wieziono też kilka armat. Na czele pochodu można było zobaczyć flecistów i doboszy, według wojennego zwyczaju.

Najpierw doszli z hukiem do Krępcewa, a stamtąd do Rzeplina. Tutaj odebrali rzeczy zabrane podczas napadu, a następnie zaczęli dokazywać. Wprawdzie wkrótce pan von Wedel wraz ze swoją służbą wsiedli na konie, ale mieli za mało ludzi, aby cokolwiek uczynić przeciwko takiej potędze. Stargardzcy jeźdźcy, którzy wzywali do walki, przezornie nie odrywali się od tłumu. Wedel ze swoimi ludźmi, ku wielkiemu niezadowoleniu, musiał pozwolić odejść Stargardzianom z triumfem i wiwatami ze swoją własnością. Tylko jeden czy dwóch, którzy odważyli się wysunąć zbyt daleko poza kolumnę, zostało złapanych i okrutnie pobitych.

Wedlowie natychmiast wnieśli nową skargę przeciwko temu gwałtowi do sądu Rzeszy. Takoż sam książę Johann Friedrich wziął się za nich i ukarał Stargardzian - jak mówi podanie, grzywną 4.000 talarów. Jednakże 20 lat później, kiedy Joachim von Wedel spisał to zdarzenie, proces był jeszcze nie rozstrzygnięty. Prawdopodobnie z czasem odłożono go do akt. Stargardzianie zaś twierdzili, że ich legalnie nabyte prawa trwają nadal.

Współautor przygotowywanej przeze mnie do druku książki monograficznej o tutejszym terenie, napisał na podstawie dawnych przekazów kilkanaście legend. Jedna z nich pt. O młynie, młynarzu i rybakach, opowiada o konflikcie pomiędzy rybakami, a młynarzem.

Dwie mile od Piasecznika w cichym malowniczym leśnym zakątku, przy starej drodze do Wyrębów i Lipki, nad głębokim jarem stał młyn wodny. Trzy piasecznickie jeziora, w których rybacy chowali ryby, połączone były rowem uchodzącym przez staw młynarza do Iny. Młynarz własnoręcznie pogłębił swój staw, obłożył brzegi wielkimi głazami, obsypał wysokim wałem ziemnym i obsadził drzewami. Zamknął odpływ mocną drewnianą zasuwą, aby spiętrzyć wodę. Kiedy było mieliwo otwierał zasuwę i woda wartkim strumieniem spadała na młyńskie koło, które obracało walce i żarna.

W stawie młyńskim pojawiło się dużo ryb. Gdy rybacy dowiedzieli się o tym zażądali zwrotu ryb. Młynarz odmówił i nie pozwalał rybakom łowić w swoim stawie. Twierdził, że ryby same się tutaj namnożyły, a on je dokarmiał własną paszą. Na tym tle wynikł poważny spór, który trwał długo. Próby jakiejkolwiek ugody nie przynosiły rezultatu. Z efektów swoich knowań najbardziej radował się diabeł.

Pewnej pochmurnej nocy ludzie najęci przez rozgniewanych rybaków przekopali groblę w stawie młynarza. Woda runęła zalewając chatę i młyn. Młynarz długo naprawiał szkody, klepiąc biedę. Powiadomiony o konflikcie pastor, stawiając swój autorytet, zwołał zwaśnione strony i po długich mediacjach doprowadził do zgody.

Od dawna było tu w zwyczaju, że rybacy z Piasecznika przynosili pastorowi ryby na wigilijny stół. Kiedy pomocnik rybaków wysypał zawartość saka przed pastorem, wszyscy ze zdziwieniem ujrzeli, że ryby powiązane zostały w dziwnie pętle. To była sprawka diabła, który z zemsty za udane mediacje wszystkie ryby w supły powiązał. Na ten widok pastor z wrażenia głośno jęknął i wyszeptał: Panie, czym żem na taki cud zasłużył?

Opracował: Janusz Gajowniczek

 

 

 

 

Kadencja 2008-2012


Skład Zarządu i Organów Koła Brzana Dolice

Adam Kalinowski – Prezes
Jacek Szalewski – I- V-ce prezes
Tadeusz Karpik- – II-V-ce
Leonard Tokarek – skarbnik
Stanisław Tokarek – sekretarz



Sąd Koleżeński w składzie:

1. Wincenty Gogołkiewicz – Przewodniczący
2. Teresa Olszewska – V- ce Przewodniczący
3. Zenon Stępień – członek


Komisja Rewizyjna  w składzie:

1. Ryszard Kalinowski – Przewodniczący
2. Ryszard Wyrzykowski – V- ce Przewodniczący
3. Krzysztof Żywiołek – członek

 

Rzecznik dyscyplinarny


1. Tadeusz Karpik

 

Komisja egzaminacyjna


1. Tokarek Leonard

2. Paweł Iwanko

3. Wojciech Ukleja


Reprezentanci koła


1.Lokalna Grupa Działania Ziemia Pyrzycka - Adam Kalinowski

2.Gminna Rada Pożytku Publicznego - Jacek Szalewski


Społeczna Straż Rybacka


1. Kierownik - Marcin Kruk


 





Powiadamiacz



Powiadom kumpla o moim serwisie!





powiadom.4free.pl

 

 

 


Administrator - Kontakt - Adam Kalinowski

http://www.facebook.com/groups/387601364616503/
SPM A0132IMG 0505IMG 0514IMG 0513
IMG 0512